Mój codzienny makijaż

Przyznam się bez bicia, uwielbiam podglądać! I nie chodzi tu o żadne źle kojarzące się wścibstwo ale o śledzenie co w kosmetycznej trawie piszczy. Założę się, że nie tylko ja lubię to robić dlatego postanowiłam podzielić się z wami moimi kosmetykami, których używam na co dzień, na pierwszy ogień pójdzie kolorówka. Z góry przepraszam za upaprane opakowania na zdjęciach, jednak są to produkty, których używam dzień w dzień i uznałam, że nie będę zaklinać rzeczywistości i pokażę je takimi jakimi są :).

Jak widać na zdjęciu mój codzienny makijaż jest bardzo minimalistyczny. Jest to spowodowane tym, że rano brakuje mi cierpliwości do wszystkiego a tym bardziej do tworzenia misternego makijażu. Zdaję sobie sprawę, że przy odrobinie wprawy nie byłoby to czasochłonne jednak oprócz poświęcenia swojego czasu ważna jest dla mnie jeszcze jedna kwestia a mianowicie komfort. Mając na twarzy ten sprawdzony mini zestaw czuję się dobrze w każdej sytuacji, obojętnie czy jestem w pracy czy też lecę wieczorem na jogę- zawsze jestem tą samą Martą. Mocniejsze oko wolę zostawić na większe wyjścia.

A więc co wchodzi w skład mojego mini zestawu? Zacznijmy po kolei:

  1. Rozświetlający podkład w kremie Vichy Teint Ideal (odcień 15)- odkryłam go przez przypadek, szukając czegoś lekkiego w odcieniu neutralnego beżu. Najpierw skusiłam się na wersję w formie fluidu w szklanej butelce i okazała się ona totalnym bublem, po 15 minutach wyglądałam jak pomarańcza, nie polecam kupować żadnych mazideł w ciemno przez internet. Na szczęście nie zraziłam się tym i postanowiłam wypróbować wersję w kremie- to był strzał w dziesiątkę. Ten podkład idealnie dopasowuje się do mojej skóry, jest lekki i mogę nakładać go samymi palcami. Odpowiada mi tak bardzo, że żadne inne mazidła do twarzy mnie nie kuszą. Chociaż muszę przyznać, że teraz poszedł odrobinę w odstawkę, ponieważ moja buzia lekko się opaliła i nie czuję potrzeby nakładania żadnego podkładu, jednak zimą znowu do niego wrócę. Polecam kupować go w internecie, ponieważ w aptekach stacjonarnych zapłacimy za niego ok 100 zł a w aptekach internetowych nawet 40 zł mniej.
  2. Następnie korektor MAC Mineralize Concealer w odcieniu NC20- mój hit i niezbędnik bez którego nie pokażę się światu! Moje cienie pod oczami są moim jedynym kompleksem a ten korektor świetnie je zakrywa. Wcześniej również używałam korektora z MAC jednak z serii Pro Longwear i niestety był dosyć ciężki, przez co rolował się a opakowanie z pompką nie pozwalało na zużycie go do końca. Ten z serii Mineralize kryje równie dobrze, wygląda naturalnie i utrzymuje się cały dzień. Nie zmienię go na nic innego! Jedno opakowanie wystarcza mi na 9 miesięcy codziennego używania i kosztuje 94 zł.
  3. Całość przyklepuję primerem Pretty Neutral od Annabelle Minerals. Wcześniej używałam transparentnego pudru Sephora, niestety czasami bielił skórę, przez co wyglądałam na chorą. Ten primer powinien być co prawda bazą dla naszego makijażu, jednak u mnie idealnie sprawdza się jako puder wykończeniowy. Nie bieli, buzia nie klei się od podkładu a korektor nie spływa w ciągu dnia, czego chcieć więcej?
  4. Tak jak wcześniej wspomniałam podkład nakładam palcami, jednak przy pudrze nie obejdzie się bez pędzli. Do wykończenia używam dwóch pędzli z Real Techniques- Setting Brush służy mi do utrwalania korektora pod oczami natomiast Blush Brush, który docelowo jest pędzlem do różu, pudruję całą twarz. Mam je od około 4 lat i nie dzieje się z nimi nic, jedynie czarne końcówki są już lekko wysłużone ale włosie nadal spisuje się na medal.
  5. Ostatni krok to tusz do rzęs. Nie znoszę tuszy, które mają zwykłą włochatą szczoteczkę. Wybierając tusz zawsze kieruję się tym, aby miał silikonową szczoteczkę z w miarę krótkimi „igiełkami”. Obecnie używam L’Oreal Volume Milion Lashes Fatale i jestem z niego zadowolona, na pewno zużyje jeszcze wiele tubek, jednak moim najukochańszym i najlepszym tuszem jest Sumptuous Infinite Daring Length + Volume Mascara od Estee Lauder. /Niestety jego cena jest trochę zbyt wygórowana ale od czasu do czasu pozwalam sobie na małą rozpustę i kupuję go dla samej siebie na święta jako prezent ode mnie dla mnie 😉

A jak wygląda wasz codzienny makijaż? Chętnie popodglądam 🙂

Read more

Resibo odżywczy balsam do ciała

Dzisiaj będzie o balsamie, wokół którego długo dreptałam w kółko, czytałam zachwyty na blogach i ciekawiło mnie, czy są one uzasadnione. Mowa o odżywczym balsamie do ciała z Resibo.

Na co dzień nie należę do osób cierpliwych, jestem wręcz w gorącej wodzie kąpana, jednak jeśli mam wybrać dla siebie balsam do ciała, to staję się marudna do kwadratu. Sparzyłam się już na wielu, które owszem ładnie pachniały ale zazwyczaj nie robiły nic. Kiedy w ręce wpadła mi próbka tego balsamu, podeszłam do niej bardzo sceptycznie i mil zaskoczyło mnie, że już sam jego zapach sprostał moim wymaganiom. Jest obłędnie relaksujący, idealnie odpręża przed położeniem się do łóżka. Pomimo zawartych w składzie olei konsystencja balsamu jest lekka dzięki czemu wchłania się bardzo szybko, pozostawiając skórę idealnie gładką, nawet po porannym prysznicu – bomba!

Dodatkowo skład tego balsamu nie jest zwykły jak w innych kosmetykach tego typu, które mam wrażenie produkowane są prawie na jedno kopyto. W tubce znajdziemy wyciąg z miodunki plamistej, olej monoi, olej kukui, masło shea, olej migdałowy, olej abisyński, D-Panthenol, Przyznam, że nie spotkałam się wcześniej z pierwszymi trzema składnikami, ale czuję że to właśnie one wyróżniają balsam Resibo na tle innych.

Kiedyś uważałam, że 59 zł to za dużo pieniędzy jak na balsam. Teraz uważam, że wolę mieć w łazience jeden sprawdzony kosmetyk niż kilka, które są „prawie dobre” a i tak leżą nieużywane w szufladzie. Polecam z czystym sercem, przyznam że kuszą mnie już kolejne pozycje Resibo i wiem, że tym razem nie będę bezsensownie zwlekać! 😉

 

Pełen skład dla zainteresowanych:

Aqua, Glycerin, Cetearyl Alcohol*, Propanediol*, Isoamyl Laurate*, Coco Caprylate/Caprate*, Glyceryl Stearate Citrate*, Aleurites Moluccana Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Cetyl Esters, Caprylic/Capric Triglyceride*, Cocos Nucifera Oil, Crambe Abyssinica Seed Oil, Pulmonaria Officinalis Extract, Gardenia Tahitensis Flower Extract, Panthenol, Tocopherol, Sodium Phytate, Glyceryl Caprylate*, Xanthan Gum, Citric Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Parfum, Linalool, Hexyl Cinnamal, Citronellol, Coumarin, Limonene, Amyl Cinnamal, Anise Alcohol

Read more

Jak śliwka w kompot- odżywczy peeling śliwkowy

Ministerstwo Dobrego Mydła kusiło mnie swoimi produktami już od dawna i to nie tylko ze względu na ich naturalne składy. Jestem oczarowana pozytywną aurą, jaką dziewczyny tworzą wokół swojej marki i z jaką łatwością im to przychodzi. Widać, że tworzą tę firmę z pasją, dzięki czemu wcieranie, wklepywanie i wmasowywanie ich produktów jest jeszcze bardziej przyjemne.

(więcej…)

Read more

Targi LOOK i beautyVISION

W ten weekend na targach poznańskich odbyły się targi kosmetyczne LOOK i beautyVISION. Dedykowane są one głównie profesjonalistom, jednak „zwykły człowiek” również znajdzie dla siebie coś ciekawego. Idąc na targi postanowiłam skupić się na odwiedzeniu stoisk marek, które na co dzień są trudno dostępne lub w koło których cały czas kręcę się moimi myślami.

Pierwszą rzeczą jaka wpadła do mojego koszyka jest okrągła ceramiczna szczotka do modelowania Babyliss Pro Brush. Moje włosy są gładkie, proste i długie, co bardzo lubię ale niestety wiąże się to z tym, że w trakcie dnia stają się przyklapnięte, czego już nie lubię. Kiedyś posiadałam podobną szczotkę, niestety jej żywot zakończył się dosyć tragicznie, poprzez przytrzaśnięcie szufladą :).

Marką o której dumałam już od dawna jest YOPE. Przeglądałam ich ofertę w internecie, czytałam recenzje na blogach i stwierdziłam, że jeżeli napotkam ją w jakimś sklepie to koniecznie muszę wypróbować któryś z ich kremów do rąk. Czyż te ilustracje na opakowaniach nie są przepiękne? Okazuje się, że zapachy są jeszcze piękniejsze! Do domu wzięłam ze sobą krem do rąk o zapachu szałwii i mydło do rąk o zapachu werbeny.

Do mojego zestawu szczotek trafiła również kolejna nowość- Finger Brush Olivia Garden, którą wypatrzyłam jakiś czas temu na blogu Anwen. Dodatkowo w ramach gratisu otrzymałam grzebień do jej czyszczenia. Już teraz mogę przyznać, że Finger Brush jest ciekawą alternatywą dla dotychczas używanego przeze mnie Tangle Teezera.

Na sam koniec upolowałam jeszcze bazę oraz top CND Shellac. Na samym początku mojej przygody z hybrydami, kiedy robiłam je w salonie, stylistki zawsze używały bazy z tej firmy. Obecnie używam bazy Semilac i przyznam, że mam trudności z jej usuwaniem, czego nie zauważałam przy Shellacu. Do kompletu dorzuciłam jeszcze top oraz różowy lakier w odcieniu be demure. Pozostając w temacie hybryd, na stoisku NeoNail capnęłam  jeszcze dwa małe cleanery.

 

Zakupy zrobione, teraz czas na jeszcze przyjemniejszą część- testowanie! 😉

 

Do usłyszenia!

Read more

Hi!

Witam Cię na mojej stronie, mam na imię Marta.

Skąd pomysł na stronę o takiej nazwie? O czym będziecie mogły tu przeczytać? Już tłumaczę! Easy-peasy jest moją drugą przygodą z blogowaniem, jednak tym razem chcę, aby trwała ona długo i nie była jedynie zabawą. Chcąc przygotować wszystko idealnie długo dumałam nad nazwą bloga, aż przyszła do mnie sama.

Easy-peasy tłumaczymy z ang. jako łatwiutki, pikuś. Podczas jednej z praktyk jogi prowadzonych w języku angielskim z przecudowną (<3) Gosią Mielech, kiedy trwaliśmy w dosyć ciężkiej asanie i każdy myślał już tylko o zmianie pozycji, Gosia rzuciła swoim kojącym głosem właśnie „easy-peasy”. To małe powiedzonko utkwiło mi w głowie i gdy już myślałam, że na nic sensownego nie wpadnę, że to za trudne usłyszałam w głowie głos Gosi mówiący „eeeasy-peeeasy”. Nie dość, że nazwa ta wpada w ucho, to zawiera w sobie miłe wspomnienie, bomba!

Przejdźmy teraz do odpowiedzi na drugie pytanie- o czym będzie ta strona? O kosmetykach, pielęgnacji, ale również życiu codziennym. Skąd ta tematyka? Mój pierwszy blog był właśnie o kosmetykach, byłam młodą siksą często wręcz obsesyjnie skupioną na ich punkcie. Obsesja na szczęście minęła, ale zainteresowanie pozostało. Czytanie blogów to dla mnie nie tylko sposób na zapoznanie się z nowinkami jakie serwują nam producenci, ale również sposób na relaks po pracy. Chciałabym, aby ta strona dała wam własnie to co ja czerpię z innych blogów, czyli nie tylko dawkę informacji, ale również porcję relaksu po ciężkim dniu. Chcę, aby posty nie były przeładowane obsesyjnymi peanami na temat kolejnych nowinek kosmetycznych, ale żeby były właśnie „easy-peasy”- lekkie, przyjemne i odprężające, abyście chciały tu wracać.

Dziękuję za uwagę i do usłyszenia! 😉

 

 

Read more