Targi LOOK i beautyVISION

W ten weekend na targach poznańskich odbyły się targi kosmetyczne LOOK i beautyVISION. Dedykowane są one głównie profesjonalistom, jednak „zwykły człowiek” również znajdzie dla siebie coś ciekawego. Idąc na targi postanowiłam skupić się na odwiedzeniu stoisk marek, które na co dzień są trudno dostępne lub w koło których cały czas kręcę się moimi myślami.

Pierwszą rzeczą jaka wpadła do mojego koszyka jest okrągła ceramiczna szczotka do modelowania Babyliss Pro Brush. Moje włosy są gładkie, proste i długie, co bardzo lubię ale niestety wiąże się to z tym, że w trakcie dnia stają się przyklapnięte, czego już nie lubię. Kiedyś posiadałam podobną szczotkę, niestety jej żywot zakończył się dosyć tragicznie, poprzez przytrzaśnięcie szufladą :).

Marką o której dumałam już od dawna jest YOPE. Przeglądałam ich ofertę w internecie, czytałam recenzje na blogach i stwierdziłam, że jeżeli napotkam ją w jakimś sklepie to koniecznie muszę wypróbować któryś z ich kremów do rąk. Czyż te ilustracje na opakowaniach nie są przepiękne? Okazuje się, że zapachy są jeszcze piękniejsze! Do domu wzięłam ze sobą krem do rąk o zapachu szałwii i mydło do rąk o zapachu werbeny.

Do mojego zestawu szczotek trafiła również kolejna nowość- Finger Brush Olivia Garden, którą wypatrzyłam jakiś czas temu na blogu Anwen. Dodatkowo w ramach gratisu otrzymałam grzebień do jej czyszczenia. Już teraz mogę przyznać, że Finger Brush jest ciekawą alternatywą dla dotychczas używanego przeze mnie Tangle Teezera.

Na sam koniec upolowałam jeszcze bazę oraz top CND Shellac. Na samym początku mojej przygody z hybrydami, kiedy robiłam je w salonie, stylistki zawsze używały bazy z tej firmy. Obecnie używam bazy Semilac i przyznam, że mam trudności z jej usuwaniem, czego nie zauważałam przy Shellacu. Do kompletu dorzuciłam jeszcze top oraz różowy lakier w odcieniu be demure. Pozostając w temacie hybryd, na stoisku NeoNail capnęłam  jeszcze dwa małe cleanery.

 

Zakupy zrobione, teraz czas na jeszcze przyjemniejszą część- testowanie! 😉

 

Do usłyszenia!

Read more

Hi!

Witam Cię na mojej stronie, mam na imię Marta.

Skąd pomysł na stronę o takiej nazwie? O czym będziecie mogły tu przeczytać? Już tłumaczę! Easy-peasy jest moją drugą przygodą z blogowaniem, jednak tym razem chcę, aby trwała ona długo i nie była jedynie zabawą. Chcąc przygotować wszystko idealnie długo dumałam nad nazwą bloga, aż przyszła do mnie sama.

Easy-peasy tłumaczymy z ang. jako łatwiutki, pikuś. Podczas jednej z praktyk jogi prowadzonych w języku angielskim z przecudowną (<3) Gosią Mielech, kiedy trwaliśmy w dosyć ciężkiej asanie i każdy myślał już tylko o zmianie pozycji, Gosia rzuciła swoim kojącym głosem właśnie „easy-peasy”. To małe powiedzonko utkwiło mi w głowie i gdy już myślałam, że na nic sensownego nie wpadnę, że to za trudne usłyszałam w głowie głos Gosi mówiący „eeeasy-peeeasy”. Nie dość, że nazwa ta wpada w ucho, to zawiera w sobie miłe wspomnienie, bomba!

Przejdźmy teraz do odpowiedzi na drugie pytanie- o czym będzie ta strona? O kosmetykach, pielęgnacji, ale również życiu codziennym. Skąd ta tematyka? Mój pierwszy blog był właśnie o kosmetykach, byłam młodą siksą często wręcz obsesyjnie skupioną na ich punkcie. Obsesja na szczęście minęła, ale zainteresowanie pozostało. Czytanie blogów to dla mnie nie tylko sposób na zapoznanie się z nowinkami jakie serwują nam producenci, ale również sposób na relaks po pracy. Chciałabym, aby ta strona dała wam własnie to co ja czerpię z innych blogów, czyli nie tylko dawkę informacji, ale również porcję relaksu po ciężkim dniu. Chcę, aby posty nie były przeładowane obsesyjnymi peanami na temat kolejnych nowinek kosmetycznych, ale żeby były właśnie „easy-peasy”- lekkie, przyjemne i odprężające, abyście chciały tu wracać.

Dziękuję za uwagę i do usłyszenia! 😉

 

 

Read more